Rozdział I – 2020, początek końca

Rozdział I – 2020, początek końca

Początek roku nie zwiastował niczego nowego. Świetna impreza sylwestrowa, pełno szczęścia wśród ludzi pijących na ulicach miast. Przechodząc chodnikiem można było co chwilę spotkać grupkę wstawionych osób życzących szczęśliwego nowego roku. Cudowna sielanka, która miała się nigdy nie kończyć. Jednak rok 2020 był początkiem końca tego co budowało naszą wizję świata. Już zaledwie po trzech miesiącach globalny dobrobyt został nadszarpnięty przez wirusa, którego nazywano wtedy COVID-19. Nikt jeszcze nie wiedział, że został on celowo stworzony i uwolniony w świat. Był on bowiem jedynie pretekstem do tego, by za plecami niczego nieświadomych ludzi zniszczyć wszystko co znają i zbudować nowe globalne imperium podporządkowując sobie tą część gatunku, której udało się przeżyć. Jednak ci, którzy przetrwali serię następnych wydarzeń pożałowali tego, że kiedykolwiek się narodzili – wirus był zaledwie wstępem do dramatu, który miał się rozegrać. 

Perspektywa czasu pokazała jak łatwo manipulować innymi pociągając jedynie za sznurki, a posłuszne marionetki wykonują swoje zadania. Lojalność? Wdzięczność? Przebaczenie? Czy to ma znaczenie jak zostanie to nazwane jeśli każde z nich ma swoją cenę? Ci co prezentują swoje polityczne oblicze, przemawiają w mediach pokazując twarz – nie zawsze są u władzy. Prawdziwa władza w tym zakłamanym świecie to pieniądze. Ten kto je posiada i potrafi rozsądnie wybrać sobie sojuszników lokując odpowiednią część kapitału na ich kontach – może wszystko. Nikt nie przewidział, że znajdzie się ktoś, kto będzie potrafił owinąć sobie cały świat wokół palca. Idea, która tłumiona była przez tysiące lat właśnie dotarła na szczyt i przejmuje władzę nad wszystkim. Zakon badający słowa idei opracował o co chodzi w przekazie i rozszyfrował wiadomość. Przekładając to na współczesny język jej słowa brzmiały:

Niech gatunek, który splugawił eden zapłaci za to samodestrukcją.

Udało się nam też ustalić kilka faktów, które występują w każdym z zapisków historii. Dopiero po II wojnie światowej można było wskazać pasujący wzorzec, lecz gdy rozpoczęły się poszukiwania następcy, na świecie zabrakło odpowiedniej osoby, która by pasowała do obranego schematu, aż do teraz. Nie wiemy kto to jest, ale działa dużo bardziej subtelnie niż jego poprzednicy. Działa w cieniu, tam gdzie go nie widać. Nikt z nas nie wie kim on jest – mamy kilku podejrzanych miliarderów, ale póki co nikt nie potwierdził żadnych przypuszczeń. Wydaje mi się, że to koniec tego świata – jedynie co nam pozostaje to czekać na ten moment, dowiadując się w końcu komu podlegamy. 

***

Szczepan został wyrwany z swoich przemyśleń otwierającymi się drzwiami. Chłopięcy głos przedarł się przez panującą ciszę:

  • Tato, co robisz? Mama mówi żebyś przyszedł na kolację.
  • Powiedz mamie, że za chwilę przyjdę – no idź, idź, muszę jeszcze chwilkę popracować.

Maciuś posłusznie opuścił pokój zamykając za sobą drzwi. Szczepan położył dłoń na dzienniku, drugą podpierając głowę. Westchnął, przetarł oczy i zsunął dłoń z dziennika zatrzymując palec na rogu skórzanego obicia. Przejechał nim po krawędzi okładki i delikatnie go zamknął. Uchylił szufladę, otworzył skrytkę i ułożył notes upewniając się, że żaden jego element nie będzie widoczny. Dodatkowo zamknął szufladę na klucz i wyszedł z pokoju chowając go do kieszeni spodni.

  • Co tam znowu chcieli o tej godzinie? – zapytała zmartwiona Agnieszka – żona Szczepana.
  • Nic takiego, chcieli bym sprawdził dlaczego program na produkcji się wysypał skoro wszystkie błędy były podobno poprawione. Okazało się, że ich serwer miał błąd w konfiguracji.
  • Czasami mam wrażenie, że jesteś jedynym pracownikiem w swojej firmie. Nie po to ją założyłeś by mieć nieco mniej na głowie? Czy nie po to masz od tego ludzi, by odciąć się w niedzielny wieczór od tego typu rzeczy? – spojrzała na niego wymownym wzrokiem przekładając nową porcję usmażonych naleśników na talerz. 
  • Masz rację, ale to naprawdę cenny kontrakt, a wolałbym mieć pewność, że wszystko jest w porządku. Postaram się na przyszłość nie brać tyle na siebie.

Powiedział odrywając się od zabawy z synem i posyłając uśmiech, który niemal jakby chciał powiedzieć, że to co mówi jest to prawdą.

Mimo trwającej zabawy z synem pozostawał nieobecny. Kotłujące się w głowie myśli nie pozwoliły mu ani na chwilę oderwać swojej uwagi od tego jak można zapobiec nadciągającemu złu. Tym razem powiernik idei działa skrycie, subtelnie i przygotowuje cały świat do przejścia pod jego rządy. Nie ma innej możliwości – wedle zapisków, w każdym pokoleniu pojawia się jeden wybraniec, który za wszelką cenę będzie chciał zniszczyć świat. Obecne rządy są zbyt nierozsądne i nie ma możliwości, by ktoś z nich pociągał za sznurki. To ktoś stojący ponad nimi. Nie ma co w tym grzebać, to jest bardziej niż pewne. Pozostaje tylko pytanie: kim on jest? Tylko to było teraz istotne.

  • …Szczepan! Ty mnie w ogóle słyszysz jak do Ciebie mówię? – Wyrwała go z zamyślenia szturchając w ramię. 
  • Wybacz, to przez tą pracę – widocznie póki nie zamkniemy projektu cały czas mnie będzie ona prześladować. Nic na to nie poradzę, to naprawdę może zmienić los tej firmy. W momencie gdy nasz system ujrzy światło dzienne i dotrze do użytkowników, to w końcu będziemy mogli rozwinąć skrzydła na międzynarodowej arenie. Wreszcie dołączymy do topowych firm i otworzy nam to drogę do współpracy z najlepszymi. – Znowu pogodnie się uśmiechnął, lecz w jego oczach nadal można było dostrzec, że jest nieobecny.
  • Dobrze, rozumiem. Postaraj się jednak jak najszybciej zakończyć to co tam robicie, żebym w końcu odzyskała męża – przewróciła oczami rozstawiając talerze na stole. 
  • Chodźcie zjeść kolację i zbieramy się do spania, bo jutro trzeba wcześnie wstać jak Maciek ma pojechać na tą wycieczkę. – dodała rozkładając ostatnie sztuki naleśników.

Wszyscy usiedli przy stole, chwycili sztućce do rąk i zaczęli jeść. W całym mieszkaniu słychać było tylko stukanie widelca i noża, które uderzały o powierzchnię talerza. Jedli przez chwilę w milczeniu, dopóki dźwięk powiadomienia z telefonu nie przerwał koncertu głuchych stuków.

Od razu po usłyszeniu sygnału Szczepan odruchowo sięgnął do kieszeni po telefon, odblokował ekran i zobaczył jedynie fragment otrzymanego powiadomienia, że w najbliższym paczkomacie czeka na niego nowa paczka.

  • Nie przy stole, zaczekaj z tym chociaż 10 minut i zjedzmy w spokoju kolację, później rób co chcesz jeśli jest to konieczne właśnie dzisiaj. – Irytacja była wręcz namacalna w kwestii, którą wypowiedziała Agnieszka.
  • Oczywiście, masz rację, nie powinienem sięgać po telefon. Wyciszę go i załatwię to po posiłku.

Jednym ruchem telefon zmienił swoje ustawienie dźwięku i z powrotem wylądował w kieszeni. Jednak kwestia paczki stała się nowym tematem rozmyślań. Paczka w niedzielę? Czy ja coś zamawiałem? Przecież bym pamiętał, a nawet jeśli – dlaczego paczkę dostarczono w niedzielny wieczór? To nie ma sensu. Ale będę o tym myślał za chwilę, bo jak znów odpłynę myślami, to ten wieczór może nie skończyć się tak kolorowo.

  • Jak Ci minął dzień kochana? Skończyliście ten projekt medyczny, czy dalej te mockupy komuś nie siedzą i będziecie się z tym znowu miesiąc użerać?
  • Daj spokój, na mockupach co innego, oni nam na callu mówią zupełnie coś innego. Tak jakby wcześniej nie widzieli tego co podesłał nam ich człowiek. Ale to nawet już się nie przejmuję tym. Póki płacą to mogę poprawiać to nawet i 10 razy. Może w końcu ktoś zauważy, że wywalają pieniądze w błoto zamiast od razu wysłać jedną, ustaloną wersję.
  • Nie wróżę im sukcesów z takim zarządzaniem, ale kto wie, może księgowy im powie, że całkiem spore pieniądze uciekają im na zespół programistów i w końcu wpadną na pomysł, że na każdym callu pojawia się ten sam problem. Szczerze im kibicuje. Może w końcu uda się podłapać coś nowego, a jak nie, to zawsze możesz zmienić pracę i poszukać czegoś lepszego. Z tym co już potrafisz, to spokojnie możesz zostać seniorem.
  • Wiem, ale ja też mam nadzieję, że już niebawem ogarną problem i zmieni się pracownik od robienia mockupów. Wtedy już krótka ścieżka do nowego projektu.
  • No to oby, bo to za chwilę Cię wykończy – dodał Szczepan z uśmiechem na twarzy.
  • Dobra, dobra, ja wiem co ty próbujesz zrobić… W trakcie kolacji pewnie już tam przeczytałeś, że coś się stało w pracy… Przecież widzę, że ta rozmowa jest tylko po to żeby mnie udobruchać, a cały czas cię praktycznie nie ma. Leć do tego co masz robić, zawiozę Maćka na tą wycieczkę. Tylko proszę cię, nie siedź dłużej niż będziesz musiał.
  • Obiecuję, że postaram się wyjaśnić to jak najszybciej będzie to możliwe. Ale jeszcze muszę na chwilę wyskoczyć do paczkomatu, bo akurat ta wiadomość to była informacja o paczce, a nie z pracy. Nie daje mi to spokoju, że została dostarczona w niedzielę. Przecież nic nie zamawialiśmy, prawda?
  • Ja na pewno nic nie zamawiałam, ostatnio nie mam czasu siedzieć na zakupach w sieci. Może ty coś zamówiłeś i nie pamiętasz? Jak to cię tak dręczy, to idź i zobacz o co chodzi.
  • No dobra, niedługo wracam – powiedział Szczepan wstając od stołu i dając całusa żonie w czoło – było pyszne, jak zawsze – dodał puszczając oczko w jej stronę.
  • Pyszne, pyszne, bo gdyby nie ja, to by nikt nie jadł w tym domu, bo i po co? – odgryzła się, ale jednak doceniła komplement uśmiechając się szczerze.

Szczepan ruszył w kierunku drzwi. Wiadomość o przesyłce nie dawała mu spokoju, krążyła po głowie niczym zapętlone nagranie, którego już od dawna nie chciał słuchać. Niestety było to silniejsze od niego, na tyle silne, że nie był w stanie skupić się na niczym innym, ani nie potrafił znaleźć sobie miejsca w domu. Nie mógł jednak dać po sobie poznać, że coś jest nie tak, była niedziela – dzień dla rodziny, wolny od pracy i zmartwień. Dzień, który od dawna w ich domu był przeznaczony na wspólne spędzanie czasu. Tak też postanowił, że zajmie się tym dopiero rano, a póki co postara się chociaż częściowo wykorzystać ten wieczór, by spędzić go z najbliższymi. Nawet nie zorientował się kiedy rozpoczął zabawę z synem i jak do tego doszło – Znów złapał się na tym, że odpłynął z myślami.

Założył buty, szalik, czapkę i płaszcz. Poklepując dłońmi kieszenie szukał brakujących rękawic. Kątem oka dostrzegł jednak, że leżą w innym miejscu niż zwykle. Nigdy nie odkładał ich w inne miejsce. W jego głowie było to już zakodowane, że miejsce rękawic jest w kieszeni. Zawsze, bez względu na wszystko – czapka w prawym rękawie, płaszcz na wieszaku z szerokimi ramionami, i szalik przewieszony przez wieszak. W butach mogło nie być prawideł – nie zawsze je wkładał. Sięgnął na górną półkę przy wieszaku i złapał rękawice.

  • Kocham was, niedługo wracam – a jak się zobaczymy następnym razem, to opowiesz mi Maciuś jak było na wycieczce – powiedział machając dłonią przy wyjściu.
  • Tylko wracaj niedługo, pamiętaj że jako człowiek też potrzebujesz snu! My też cię kochamy – powiedziała Agnieszka zbierając naczynia ze stołu.

Zamknął za sobą drzwi, założył na uszy słuchawki i włączył sonatę skrzypcową Bacha. Myśli ciągle błądziły mu w okolicach tej dziwnej wiadomości i nietypowego położenia rękawic. 

  • Przecież Agnieszka wie, że to już od lat tak wygląda i ten mój świat tak jest poukładany – wszystko ma swoje miejsce. Nie odłożył bym ich tam ja, Agnieszka, Maciuś tam nawet z drabiny ciężko by miał sięgnąć, co automatycznie wyklucza go z grona podejrzanych. Te dwie sprawy muszą być połączone, nie wiem czy dobrze zrobiłem wychodząc z domu. Ale jak już wyszedłem, to sprawdzę o co chodzi – przynajmniej się uspokoję.

Szczepan kroczył dalej przełączając nerwowo na następny kawałek i wsłuchując się w chłód kolejnego utworu bijący od koncertu skrzypcowego Sibeliusa. Starał się nie myśleć o tej całej sprawie, jednak ta myśl i tak co jakiś czas do niego wracała. Odpalił papierosa i z każdym kolejnym zaciągnięciem się uspokajał galopujące myśli i starał się na chłodno przemyśleć całą sytuację. Szedł przed siebie pewnym krokiem, w ciemno brązowych skórzanych butach za kostkę zdobionych ażurowaniem, starannie dobranym płaszczu koloru szarego, skórzanych rękawicach dopasowanych kolorystycznie do skórzanych butów i dodatków. Zawsze zadbany i ogolony z radosnym uśmiechem na twarzy – na co dzień widząc go na ulicy z pewnością można było powiedzieć, że facet ma klasę. Ale nie teraz – ledwo zapięty płaszcz, niedbale przerzucony przez szyję szalik, czapka naciągnięta na uszy – w prawej dłoni rękawice, a w lewej dopalający się papieros, który został odpalony 15 kroków za pierwszym zakrętem. Pozwalało to w większości przypadków skończyć go w okolicy śmietnika znajdującego się na trasie do paczkomatu. Lecz i to dzisiejszego wieczoru wyglądało inaczej. Łapczywie spalony poparzył palce przy próbie kolejnego zaciągnięcia się. Z zaskoczeniem nagle zorientował się, że skończył go dużo szybciej niż planował. W tej całej gonitwie myśli przestał kontrolować swoje nawyki i przez to poczuł jeszcze większy niepokój. 

Tego wieczoru z pewnością nie wydarzy się już nic dobrego – pomyślał. Zapobiegawczo włączył w kieszeni niewielkie urządzenie, które udostępnia lokalizację Agnieszce – by się nie martwiła oraz, w razie jakichkolwiek problemów mogła z łatwością go namierzyć. Jeszcze tylko zmiana ustawienia, aby wysyłany sygnał był udostępniany z godzinną częstotliwością – pozwoli to dłużej korzystać z i tak już słabej baterii, o której ładowaniu Szczepan przypomina sobie jedynie w przypadku gdy chce skorzystać z tego ustrojstwa.. Lokalizator niewielkich rozmiarów był urządzeniem, które towarzyszyło Szczepanowi zawsze. Nigdy nie było potrzebny, żeby skorzystać z danych, które wysyła – ale jednak jeśli kiedykolwiek ma być, to lepiej trzymać go asekuracyjnie przy sobie. Upewnił się, że działa, schował go do wewnętrznej kieszeni płaszcza i ruszył dalej. Wszystkie te dziwne rzeczy, które działy się dzisiejszego wieczoru wcale nie muszą być przypadkowe. Szczepan doskonale zdawał sobie z tego sprawę, że w jego życiu są osoby, które niekoniecznie chcą, by mu się dobrze wiodło, by cieszył się zdrowiem i spokojnym życiem. 

  • Jakim cudem ktoś niezauważony był u nas w domu? Czego szukał i czego chciał? A może to ja sam tak niedbale odłożyłem rzeczy, a wiadomość była przypadkowa? Trochę dużo zbiegów okoliczności jak na jeden wieczór, a dałbym sobie rękę uciąć, że przecież w sobotę odkładałem wszystko na swoje miejsce. Nie dowiem się o co chodzi jak tego nie sprawdzę – goniąc myślami w głowie sięgnął po kolejnego papierosa, zapalił go i przyśpieszył kroku trzymając go w dłoni razem z poprzednim niedopałkiem.

Nieobecne spojrzenie, które przypominało zmęczonego życiem człowieka, któremu już jest wszystko jedno, lub wzrok seryjnego mordercy wpatrującego swoją kolejną ofiarę. Podążając krok za krokiem coraz bardziej zagłębiał się w swoich myślach. W końcu trasę, którą pokonywał znał już na pamięć – wychodzę z mieszkania, podchodzę do bramki i na rozwidleniu skręcam w lewo. Następnie 38 kroków i obok 3 wielkich drzew, zakręt w prawo, do końca drogi, gdzie jest 127 kroków. Po lewej samochody ustawione na parkingu, a z prawej zabudowania. Później znowu w lewo – 43 kroki, wejść po schodach, które były podzielone na dwa segmenty, po 12 stopni, a pomiędzy nimi 5 kroków płaskiej powierzchni. W końcu przejść przez pasy osiedlowej drogi, przejść obok marketu i boiska do koszykówki i skręcić przy nowo powstałym placu zabaw. To było również miejsce gdzie mógł wyrzucić do kosza niedopałki papierosów. Zaciągnął się po raz ostatni, zgasił tlący się tytoń i wyrzucił oba kiepy do kosza, który miał po prawej stronie, ledwo zwalniając przy tym kroku.